Uwaga – wpis zawiera szczegóły fabuły książki Stiega Larssona „Dziewczyna, która igrała z ogniem”!
W poprzednim wpisie opisałem sztuczkę z loterią, prosty atak socjotechniczny. Celem ataku było nawiązanie fizycznego kontaktu z nieuchwytną osobą. Zobaczmy, jak udało się tego dokonać.
Założenia są następujące: mamy jakiś namiar na gościa. Może to być adres e-mail, skrytka pocztowa, adres zamieszkania, cokolwiek na co możemy „coś” wysłać z nadzieją, że zostanie odczytane przez target (cel). O targecie wiemy, że jest to mężczyzna w średnim wieku, jego zarobki są przeciętne. Na ataki w stylu „wygrałeś coś tam” w gruncie rzeczy każdy jest podatny, należy tylko zadbać, aby taki atak nie wyglądał jak jedna z miliona innych prób naciągnięcia na coś. Czyli po 1. opcja z e-mailem może nie przejść. Dziennie dostajemy masę spamu, przynajmniej 50% to wygrane w konkursach i innych loteriach. Jak skutecznie przekonać odbiorcę, że mail, który mu wysyłamy nie jest ściemą? Musiałby pochodzić z wiarygodnego dla odbiorcy źródła albo być NAPRAWDĘ dobrze przygotowany. No ale i tak istnieje wysokie ryzyko „niechwycenia” a każda nieudana próba może zaognić w targecie nieufność. Pamiętajmy, że target z jakiegoś powodu nie chce się z nami skontaktować. Być może się ukrywa albo coś w tym stylu. Także może być czujny i gotowy na pułapki. Po 2. opcja z telefonem jest już trochę bardziej wiarygodna, ale telefonu nie przewidują założenia.
List
Mamy więc adres, na który możemy wysłać list. Jeśli próbujemy sztuczki na loterię (są również inne opcje, ale tutaj akurat zajmujemy się tą sztuczką) musimy się do niej bardzo dobrze przygotować. Także zarówno koperta, jak i sama informacja musi wyglądać profesjonalnie i wzbudzać zaufanie. Pamiętajmy, że żyjemy w społeczeństwie zinformatyzowanym i większość ludzi prawie wszystko sprawdza w necie. W związku z tym może warto zatroszczyć się o jakąś prostą stronę www, którą poda się w liście? Jeśli target sprawdzi w sieci naszą firmę/instytucję, którą podpiszemy listy, zawsze będzie to wyglądać o niebo lepiej.
Kontakt
Kolejna ważna sprawa to kontakt do nas. Nie ma co liczyć, że gościu odpisze na list. Dla nas liczy się telefon – jak gościu zadzwoni będzie to oznaczać zaangażowanie – dostaniemy wtedy jedną jedyną szansę na zrealizowanie naszego celu. O przygotowaniu do tej rozmowy opowiem za chwilę. Na początek zaopatrzmy się w dodatkowy telefon i kartę SIM. Musimy mieć pewność, że nikt poza targetem do nas nie zadzwoni. W książce była opisana głupota akurat – Dag Svensson podał swój biurowy numer, który po 1. mógł odebrać ktoś oprócz niego (ktoś całkowicie nieprzygotowany na przeprowadzenie ataku) a po 2. sam nigdy by nie wiedział, kiedy dzwoni target. Czyli przy każdym odebraniu telefonu musiałby mówić ściemę „Indigo Badania Rynku” zamiast „Redakcja Millenium Dag Svensson”, co dla kogoś kto nie jest targetem może być co najmniej dziwne. Trochę jak mówienie przy każdym odebranym połączeniu „RMF FM najlepsza muzyka pod słońcem”
Tak więc podstawa – telefon i nowy numer, na który zadzwoni tylko i wyłącznie target.
Nagroda
Tutaj już kwestia inwencji twórczej. Nie ma co przesadzać z Mercedesem klasy S albo z wycieczką jachtem po oceanie. Dajemy coś realnego albo najlepiej wycelowanego w zainteresowania i pragnienia targetu, jeśli cokolwiek o nim wiemy. W przeciwnym wypadku piszemy coś prostego – tak, nowoczesny telefon jest OK. Do tego szansa na przejście do dalszego etapu i więcej nagród – brzmi nieźle.
Rozmowa z targetem
Zdecydowanie gwóźdź całej akcji. Tego nie można spieprzyć. To tak jakby zgubić kupon z 6 w totka (a propos loterii). Rozmowę należy zapisać sobie na kartce w różnych wariantach i każdy z osobna przeanalizować na sucho (głośno, samemu do siebie – jakbyś z kimś rozmawiali). Jeśli ktoś ma wybitne problemy z takimi sytuacjami może sobie podzwonić pod losowe numery i potrenować na żywca – to super pomysł i naprawdę dużo daje. Należy wziąć pod uwagę wiele wariantów sytuacji, ale pamiętać, że cel jest jeden – spotkać się z targetem. W ten sam sposób przygotowują się telemarketerzy – oni są w stanie przewidzieć większość naszych odpowiedzi i ku naszemu zdziwieniu – mają zazwyczaj gotową odpowiedź. Chociaż niedawno udało mi się zagiąć telemarketerkę pytaniami o szczegóły oferty (cóż oni są chyba dobrze przygotowani tylko na odpowiedzi odmowne), a moja koleżanka nawet zrobiła sobie własny sport z męczenia rozmowami telemarketerów
W każdym razie warto dobrze się nad tym zastanowić i poćwiczyć.
Dodatkowe przygotowania
Jeśli nie działasz sam albo po prostu masz kogoś zaufanego, to wszystko z powyższego „poradnika” możecie przygotowywać wspólnie. Chociaż ja polecam bardziej metodę „ja robię, ty testujesz”, bo nie zawsze jest tak, że obie osoby mają wizję działania, a z kolei druga osoba zawsze może w miarę obiektywnie stwierdzić, czy coś ma sens. Dodatkowo może przećwiczyć rozmowę z drugą osobą.
Życzę powodzenia. W komentarzach możecie się podzielić swoimi udanymi atakami socjotechnicznymi w ramach „sztuczki z loterią”!